Przed 2 dniami podjąłem wątek, w którą stronę podąża współczesny tenis. Mecze tenisowe są coraz dłuższe, obserwujemy grę na wyniszczenie, a wygrywa zwykle zawodnik, który ma więcej "paliwa" w płucach i szybsze nogi. Kiedyś było inaczej. Mecze były krótsze.Większość zawodników grała systemem serw and volley. Było to oczywiście spowodowane szybszymi nawierzchniami kortów tenisowych. Żebyśmy w przyszłości mogli oglądać bardziej urozmaicony tenis polegający nie tylko na długim przebijaniu piłek z końca kortu, ale żebyśmy mogli obejrzeć więcej ataków przy siatce, więcej gry ofensywnej, potrzeba powrotu do przyspieszania gry (zmian nawierzchni). Myślę, że warto byłoby się zastanowić nad skróceniem czasu trwania meczy. Pozwolę sobie na krótką refleksję. Przed tegorocznym turniejem Australian Open rozegrano w Sydney pokazowy mecz w nowej formule pomiędzy Rogerem Federerem a ulubieńcem gospodarzy Australijczykiem Lleytonem Hewittem. Celem meczu było pokazanie skróconego formatu rozgrywki tenisowej. Panowie grali sety składające się z 4 gemów (zawodnik wygrał seta po zdobyciu 4 gemów, zrezygnowano także z gry na przewagi w gemach - czyli przy równowadze kto zdobył punkt, ten wygrał gema). Osobiście uważam, że to dobre rozwiązanie i warto byłoby wprowadzić takie zmiany do turniejów ATP. Wtedy tenis byłby jeszcze ciekawszy. Kto wie, czas pokaże jak będzie.